30 | 07 | 2010
polski | english
Szukaj
Artykuł 73 Konstytucji RP: Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury
Sprawa tygodnia

Teatr Ósmego Dnia
na dywaniku u władz Poznania


 ALT: i/loga/teatr8dnia_male.jpg

Kronika Wypadków Cenzorskich w polskiej sztuce po 1989 r.

ALT: i/kronika_cenzury/1_kronika_kozyra.jpeg

Katarzyna Kozyra Więzy Krwi, Otwarta Galeria AMS

Ponad 90 udokumentowanych przypadków interwencji cenzorskich, donosów, nacisków i gróźb od początku lat 90. po dzień dzisiejszy.

Czytaj więcej w Kronice Cenzury



Inicjatywę Indeks 73 wspiera KulturaMiejska w Gdańsku
KulturaMiejska
dzięki dofinansowaniu Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu „Działania Strażnicze”

ALT: i/loga/batory.png

Projekt edukacyjny
Laboratorium Indeksu 73 zrealizowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

ALT: i/loga/logo_mkidn.jpg
 


Niniejszy portal powstał w 2008 roku dzięki pomocy finansowej Unii Europejskiej, w ramach programu "Podnoszenie świadomości społecznej i wzmocnienie rzecznictwa oraz działań monitorujących organizacji pozarządowych". Za treść tego dokumentu odpowiada
Kultura Miejska, poglądy w nim wyrażone nie odzwierciedlają w żadnym razie oficjalnego stanowiska
Unii Europejskiej.

ALT: i/loga/eu.gif

ALT: i/loga/ffw.jpg

 
Nieregularnik Wolnej Kultury > Indeks 73. Nieregularnik Wolnej Kultury, Część 2
Drukuj | Pobierz w pdf | Poleć znajomemu
Ewa Majewska
Marks nie żyje, Debord umarł i krytyka kultury też ma się nienajlepiej
ALT: i/nieregularnik/IMG_1158_resize.jpg

Ewa Majewska i Paweł Leszkowicz na wystawie Yoko Ono, CSW Zamek Ujazdowski, 2008.


Drogi Pawle,

odpowiadam na Twój tekst o neoliberalizmie w formie listu, ponieważ chciałabym, żeby ta odpowiedź miała charakter rozmowy, a nie polemiki. Nie wydaje mi się, żeby nasze intencje były od siebie tak odległe, by trzeba było wchodzić w tę dość już idiotyczną i zużytą formę publicznej nawalanki spod znaku „kto ma większego”, zwłaszcza, że i Ty i ja (każde w sobie właściwy sposób) wychodzimy poza ekonomię śmiesznej heteronormatywnej gry o władzę. I niech tak zostanie.
Zanim przejdę do odpowiedzi na Twój, sprawiający wrażenie programowego, tekst na temat problemów aktualnego stosowania i funkcjonowania krytyki neoliberalizmu, chciałabym zarysować jakieś ogóle ramy naszego sporu oraz odnieść się do wcześniejszych tekstów i działań, tak, byś wiedział, że bardzo sobie cenię nasze dotychczasowe spotkania i formy współpracy oraz, że bardzo cenię przynajmniej niektóre Twoje i Wasze, z Tomkiem Kitlińskim, działania. Zależy mi przede wszystkim na tym, by nie dać się porwać nagłej chęci polemizowania z tekstem, który sprawił na mnie wrażenie niegotowego... . Zależy mi raczej na tym, żeby mieć w pamięci Twoje projekty, takie, jak wystawa „Miłość i demokracja” (w której brałam udział) oraz książka pod tym samym tytułem (o której napisałam: „Znam rodziców, którzy powtarzali często swojemu dziecku: jesteś owocem naszej wielkiej miłości. Myślę, że te same słowa mogłyby zostać przez autorów Miłość i demokracja skierowane do napisanej przez nich w ubiegłym roku książki. (...) Niewykluczone, że niniejsza recenzja będzie się borykała z problemem uwiedzenia, że będzie podobnie chaotyczna i wyrywkowa, jak reakcje feministek na psychoanalizę, które Jane Gallop lapidarnie określa w tytule swojej książki jako <uwiedzenie córki>”. Czas Kultury, 3/2006).
Więc – trudno jest rozpocząć sensowną rozmowę w takich warunkach – na łamach internetowego periodyka, który zostanie rozesłany do sporej ilości osób, z których niektóre zapewne to przeczytają. Sytuacji nie ułatwia powszechne w dzisiejszej kulturze nastawienie na skuteczność – ktoś konstruuje opinię, więc jeśli druga strona chce się z tą opinią nie zgodzić, powinno się to odbywać w myśl zasad walki. Więc – powinnam dokonać sekcji twojego tekstu, jednocześnie zamieniając go w zwłoki, i patrosząc tę rybę polityczno-artystycznego dyskursu wysysać soki i pluć ośćmi na czterech-pięciu stronach. Jakoś nie bardzo mi się to uśmiecha, zwłaszcza, że jestem wegetarianką, a poza tym to by się źle komponowało z moim ogólnie życzliwym stosunkiem do Twoich działań oraz z wywiadem ze Zbyszkiem Liberą, który jest obok, i stanowi rodzaj promocji kultury hipisowskiej (ostrzeżcie rodziców: niech wasze dzieci nigdy nie czytają rozmów z tym artystą! Mogą bowiem skończyć jak bohaterowie czy bohaterki filmów „Easy Rider”, „Thelma i Louise” czy też „Blues Brothers”).
Nie zależy mi na szybkim skutku, zwłaszcza, że mamy od tego lepszych specjalistów. Interesuje mnie raczej specyficzna produktywność, której krytyka neoliberalizmu stała się częścią. Piszesz o tym, że jest ona formą mieszania ze sobą krytyki liberalizmu i neoliberalizmu, gumkowaniem różnic. Otóż wydaje mi się, że liberalizm jest utopią w jeszcze większym stopniu, niż anarchizm – wszystkie systemy polityczne liberalnej demokracji posługują się ideologią wolności i ograniczonej równości po to, by instalować wyzysk, deregulować instytucje społecznej solidarności i umacniać społeczne nierówności. Jak przyjrzysz się państwom, które mają rozsądne proporcje między liberalizmem a społeczną równością, zobaczysz, że te proporcje to efekt zmagań krytyków liberalizmu (socjalistów, anarchistów, syndykalistów, feministek, wcześniej – sufrażystek) z demokracją liberalną. Zmagań trudnych, bo idących nie w kierunku obalenia demokracji, ale wzmocnienia jej, poszerzenia jej pola działania. Postawię tu śmiałą tezę roboczą numer 1: demokracja liberalna tylko tam wydaje się porządkiem znośnym, również w sensie ograniczania produkcji zachowań cenzorskich, gdzie bardzo aktywnie działali jej przeciwnicy. Neoliberalizm z kolei, i to będzie teza robocza numer 2, to porządek, w którym demontowane są wszelkie opozycyjne względem liberalizmu partie, opcje i ruchy społeczne. Jeśli za pionierów neoliberalizmu uznamy USA i Wielką Brytanię, przekonamy się, że tam instalowanie nowego porządku na resztkach liberalizmu opierało się na: demontowaniu progresywnej politycznej opozycji, usuwaniu silnych, emancypacyjnych ruchów społecznych oraz specyficznym propagowaniu cenzury politycznej w postaci lansowania TINA, czyli tezy o tym, że nie ma alternatyw. Stąd moja teza robocza numer 3: neoliberalizm to największy mechanizm cenzorski w historii, gdyż uprawia cenzurę de facto, a nie tylko cenzurę de jure. O bardzo ważnych reperkusjach tej sytuacji pisze na przykład Erica Jong w biografii Henry'ego Millera: „Lecz i on (Miller) i jego pokolenie pisarzy odznacza się odwagą, której brak odczuwa się obecnie. Czy jest to wina wydawców, którymi rządzą księgowi, czy też pisarze nie potrafią wejrzeć w siebie, dość, że moje pokolenie dąży przede wszystkim do tego, by zyskać poklask tłumów i odnieść sukces – ze szkodą dla swobody mówienia prawdy” (E. Jong, Diabeł na wolności, Książka i wiedza, 1996, s. 37).
Jeśli popatrzymy na neoliberalizm jako na największe systemowe narzędzie cenzury, zobaczymy, że ilość tematów wyrugowanych z publicznego dyskursu jest w nim nieporównywalnie większa, niż w porządkach, które Ty uważasz za „prawdziwie cenzorskie”, czyli religijnych fundamentalizmach skupiających się (w Twoim ujęciu, moim zdaniem działają one szerzej) na polach ciała i seksualności. Warto zauważyć, że neoliberalizm jako globalna strategia podporządkowywania całości życia społecznego imperatywowi zysku wykazuje fascynującą łatwość wykorzystywania wspomnianych przez Ciebie fundamentalizmów religijnych do wzmacniania własnej hegemonii jako jedynego słusznego rozwiązania nagiego życia ludzi. Stąd teza robocza numer 4: jako system centralizacji dyskursów politycznych, ekonomicznych i kulturowych, neoliberalizm jawi się jako mechanizm znacznie ogólniejszy, niż dyskursy fundamentalistyczne, którym współcześnie dyktuje główne punkty zainteresowania i działania. Zobacz, restrykcyjne działania na polu rozrodczości i seksualności są świetnym sposobem kontrolowania społeczeństwa, którego tylko jednym z aspektów jest na przykład upieranie się przy raz zdefiniowanych rolach płciowych, tożsamościach seksualnych czy formach polityki reprodukcyjnej. Kryminalizacja seksualności jest zazwyczaj świetnie połączona z interesami koncernów medycznych oraz polityką posłuszeństwa (a nie wolności seksualnej) – widać to świetnie na przykładzie Afryki – gdzie mamy do czynienia zarazem z: największym rozpowszechnieniem epidemii AIDS, największą cenzurą obyczajową Kościoła Katolickiego, jego chorobliwym uporem przeciw stosowaniu prezerwatyw; poza tym – to właśnie w kontekście Afryki toczą się najbardziej zagorzałe walki wokół patentowania i udostępniania lekarstw i szczepionek na AIDS, to również tam dochodzą do głosu najbardziej fascynujące formy promocji wstrzemięźliwości seksualnej, które nawet w ultrakatolickiej Polsce budzą rozbawienie. Stąd - teza robocza numer 5 – dyskursy fundamentalizmu religijnego warto obserwować w szerszym kontekście neoliberalnej polityki globalnej. Dopiero w takim ujęciu widzimy ich różnorodność, ale też punkty, w których się spotykają – to nie nakaz wstrzemięźliwości seksualnej jest dziś interesujący, ale to, jak w różnych kulturach, w różnych dyskursach fundamentalistycznych produkowane są takie same zakazy, na przykład wobec kobiet. Dla mnie ciekawe jest nie tyle to, jak w Polsce zarządza się populacją (choć ostatnia propozycja minister zdrowia Ewy Kopacz, która proponuje centralną rejestrację ciąż dla sprawdzania, co Polki robią ze swoimi brzuchami wydaje się sama w sobie również bardzo interesująca), ale jak produkowane w Polsce narzędzia kontroli populacji (tu konkretnie: kontroli urodzeń) splatają się i łączą w globalnej produkcji podporządkowania jednostek centralnej władzy nastawionej na generowanie zysków. Zobacz – kontrola urodzeń w Polsce (której ideologiczne slogany brzmią mniej więcej: „chcemy, by Polki rodziły dużo dzieci, gdyż jest to zgodne z narodowym celem wzmacniania narodu polskiego oraz zarazem z religią katolicką, nakazującą radość z seksu, ale również kompletne podporządkowanie seksu prokreacji”) być może spotyka się z kontrolą urodzeń w Chinach (w których zaleca się wstrzemięźliwość seksualną jako przejaw cnoty proletariacko-tradycjonalistycznej, ale jednocześnie również myśli o „dobru narodu chińskiego”, które jest rozumiane jako możliwe do zrealizowania tylko w ograniczonej liczbie ludności). Każdy z tych dyskursów jawi się jako okrutne pozbawienie jednostek (zwłaszcza kobiet, choć mężczyzn problemy te również dotyczą jako partnerów, potencjalnych ojców etc.) ich fundamentalnych wolności, ale każdy z nich jest również pokłosiem myślenia o społeczeństwie w kategoriach narodowo-ekonomicznych – jednostka to dziś jedynie pozycja w państwowym budżecie, o której myślimy w zasadzie tylko w kategoriach ilości kosztów, jakie musimy ponieść, tudzież ilości pieniędzy, które możemy dzięki niej zaoszczędzić. Przy takim podejściu (tu oczywiście teza robocza numer 6: w neoliberalizmie ludzie redukowani są do zysku) oczywiście łatwiejsze jest wprowadzanie do życia społecznego działań cenzorskich i redukowanie gwarantowanych konstytucyjnie w większości demokracji praw i wolności dotyczących funkcjonowania w kulturze – produkowania jej i korzystania z jej dóbr.
Oczywiście, zgadzam się z Tobą w jednej sprawie – samo słowo „neoliberalizm” uzyskało dziś, również dzięki temu, kto i w jaki sposób posługuje się nim w kontekście krytyki społecznej – status pojęcia, które denotuje przede wszystkim negowanie krytykowanej perspektywy. Podobnie, jak seksizm, imperializm, faszyzm czy wiele innych tego typu sformułowań, również słowo liberalizm zaczyna w ustach wielu społecznych krytyczek i krytyków utożsamiać się z emotywnym określeniem „a fe”, które raczej utrudnia, niż ułatwia zrozumienie krytykowanego problemu czy stanowiska. Stąd teza robocza numer 7: słowo „neoliberalizm” , podobnie jak inne słowa, winno być stosowane z umiarem, przede wszystkim dlatego, że – jak czytamy w polityce redakcyjnej antyglobalistycznych, oddolnych Indymediów, „słowa są siłą, które potrafią zadawać ból”. Mam wrażenie, że Twój, Pawle tekst, jest po części odpowiedzią na krytyki Twoich działań, odpowiedzią dokonywaną z pozycji zaniepokojenia, wręcz zranienia. Wydaje mi się, że broniąc demokracji i różnorodności starasz się działać na rzecz społecznej wolności i równości oraz przeciw określonym formom opresji, stąd wyjątkowo ostro mogą dla Ciebie brzmieć zarzuty „neoliberalizmu” kierowane wobec Twoich projektów. Skoro działasz na rzecz równości, jak można Twoim działaniom/ pomysłom stawiać zarzut neoliberalizmu, jeśli zarazem neoliberalizm definiuje się jako skrajną postać nierówności? Proponuję tezę roboczą numer 8: neoliberalizm równie sprawnie posługuje się ideologią demokracji i wolnego rynku, jak i dyskursem równouprawnienia płci czy praw człowieka. Każdy z nich bowiem może stać się narzędziem kontroli i nacisku oraz dalszej centralizacji władzy i zarazem osłoną dymną dyskryminacyjnych praktyki. I od razu: teza robocza numer 9: żyjemy w zglobalizowanym świecie, co powoduje dywersyfikację, również geograficzną, punktów i strategii działania neoliberalnej władzy. O ile zwykły kapitalizm uciskał wszędzie, o tyle neoliberalizm jest już systemem dywersyfikacji form opresji, posuniętym do ostatecznych granic. Popatrzmy na wielkie korporacje: w Europie będę reklamowały się jako na przykład ekologiczne, co nie przeszkodzi im w krajach tzw. Trzeciego Świata uciskać pracowników, wyzyskiwać ich, pozbawiać praw, wykluczać za działania tak elementarne, jak zakładanie związków zawodowych czy społecznych protestów.
Ad teza robocza numer 8: zobacz, jak sprawnie dyskurs równouprawnienia kobiet został wykorzystany do wzmocnienia poparcia dla wojny z Irakiem i szerzej – wojny z terroryzmem. Choć na tle rozmaitych sojuszników USA na Bliskim Wschodzie, Irak wydawał się być jednym z bardziej równościowych państw, ideologia praw kobiet została wprzęgnięta w produkowanie konsensualnego poparcia dla inwazji, a zwłaszcza dla mętnej i ograniczającej prawa człowieka „walki z terrorem”, w której każdy może okazać się terrorystą. Warto skądinąd zaznaczyć, że neoliberalna walka z terrorem skutecznie posługuje się również argumentami homofobicznymi. O ile w Wielkiej Brytanii, USA czy Francji to osoby o ciemniejszym kolorze skóry, a zwłaszcza – jednostki pochodzenia arabskiego, stały się ofiarą swego rodzaju „stanu wyjątkowego” wprowadzanego aktami prawnymi typu „Patriot Act” oraz wynikającymi z nich działaniami, o tyle w Polsce w roli odpowiedzialnego za globalny kryzys terrorysty wystąpił.... warszawski „gejbomber”, którego tożsamość seksualna jest Warszawskiej policji znana, choć po dziś dzień nie został złapany (afera, która wybuchła wokół „gejbombera” - osoby, która rzekomo podłożyła bomby w warszawskim metro, miała miejsce w 2005 roku, tuż przed wyborami). Te same środki, które w Europie Zachodniej i USA wykorzystywane były do wzmacniania wynikłego z zamachów poczucia zagrożenia kosztem Arabów, uruchomione zostały w Polsce wobec gejów i lesbijek. W 2005 roku organizacje działające na rzecz praw osób homoseksualnych zostały oskarżone o współpracę z mafią, co pociągnęło za sobą kontrole skarbowe w kilkudziesięciu organizacjach. Skutek był oczywiście żaden, niemniej społeczeństwo usłyszało kilkukrotnie obelgi, które z pewnością nie ułatwiają życia grupie dyskryminowanej, a są wynikiem neoliberalnej polityki zarządzania zagrożeniem i strachem. Stąd - teza robocza numer 10 – neoliberalizm to splot ekonomii i polityki, którego charakterystycznym elementem jest konstruowanie zagrożenia, które następnie jest zarządzane w sposób kryminalizujący wybrane grupy społeczne. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie dla sztuki? Na dwa sposoby: jeśli włączy się w produkcję grup wykluczonych takich, jak te opisane powyżej, będzie na niej ciążyła odpowiedzialność za wspieranie nielegalnej wojny – będzie niedemokratyczna w taki sposób, jaki wydaje Ci się, Pawle, ważny. Po drugie – nie demontując tych strategii zarządzania zagrożeniem sztuka zaprzepaści nadal chyba posiadany przez nią potencjał interpretacji rzeczywistości innymi narzędziami, niż takie, jak na przykład tekst, który właśnie czytasz. W związku z tym teza robocza numer 11: teoretycy wystarczająco długo interpretowali sztukę, może przyszedł wreszcie czas, by sami artyści (czy artystki) zaczęli ją zmieniać.

Przyjmij proszę moje najlepsze życzenia tego, by dzieło emancypacji zawsze dokonywane było z pełną świadomością wszelkich wykluczeń. Niech dziedzictwo Henry'ego Thoreau, Emmy Goldman i innych pisarzy i pisarek respektujących demokracje, ale krytycznych wobec konkretnych form jej realizacji nie zostanie przysłonięte hegemonią uprzedmiotowienia!

Z szacunkiem i przyjaźnią,

Ewa Majewska

  wróć  


Przypadki naruszeń
wolności artystycznej zgłoś na
Forum Indeksu 73
Zapraszamy do dyskusji!

Subskrybuj Aktualności Indeks73 RSS
Aktualności Indeks73



ALT: i/loga/znak_indeks_lab_rgb_maly.jpg

Dołącz do Indeksu 73 na:

-
Facebook'u
-
YouTube




Creative Commons Polska

ALT: i/loga/wk178x64.jpg

Blog Izy Kowalczyk Straszna Sztuka

ALT: i/loga/baner_rita.jpg

spam.art.pl

e-teatr.tv

NCAC - National Coalition Against Censorship

Internation Freedom of Expression eXchange

ALT: i/loga/freemuse.jpg

Portal Organizacji Strażniczych 'Watchdog'

ALT: i/loga/neuro_baner.gif

ALT: i/loga/minaret_jpg_m.jpg


 
Creative Commons License | O Indeksie 73| Kontakt

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.
Redakcja Portalu Indeks 73 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii wyrażonych przez czytelników w komentarzach i na forum.
design by studio Świerszcze, engine: abacus.pl